wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 2

Na dworze było zimno, padał deszcz. Od zeszłego tygodnia kocham deszcz. Ładna pogoda kojarzy mi się ze śmiercią, tak samo jak samochody z ciemnymi szybami. To przez sąsiada.                
-Nie wejde do tego samochodu.
-No proszę cie, nic ci się w nim nie stanie.
-Wiem.
-No to dlaczego nie wejdziesz?
-Bo nie.
Sierżant czy jak mu tam spojrzał na mnie błagalnie.
-To jak chcesz się tam niby dostać, co?  
-Taksówką.- zbieracz poszedł za mną.  Muszę się go kiedyś zapytać jak ma na imię,  ale nie teraz. Narazie będę na niego mówić zbieracz.
- Jak długo będę "tam"?
- Do 60 roku życia.- zatrzymałam się w pół kroku i spojrzałam z niedowierzeniem na zbieracza.  
-Kłamiesz. Sierżant uśmiechnął się błyskając zębami. 
-Oczywiście, że żartuje ''tam" jest się do 45 roku życia-po czym ciszej dodał- o ile tylu dożyjesz...
-Jak to dożyjesz?!- mam nadzieję, że w moim głosie słychać było oskarżenie.
-No.. przecież mówiłem,  to jest tajna organizacja rządowa od spraw paranormalnych...-Zbieracz wydawał się zmieszany. 
-Chyba nie sądziłeś, że w to uwierzę?
-To dlaczego się zgodziłaś ze mną jechać?  
- A miałam jakiś lepszy wybór?- obok nas zatrzymała się taksówka. 
-Gdzie jechać?- jednocześnie z taksówkarzem spojrzeliśmy na Zbieracza.
-Do Warszawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz