piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 6

Stałam z otwartymi ustami przed lustrem i wpatrywałam się w moje dwukolorowe oczy, jedno złote, drugie zielone.
-Tamara chodź, już dosyć długo stoisz przed tym lustrem- zniecierpliwił się Nikodem. Pomachałam głową i weszłam za nim do dużego, białego pomieszczenia. Nikodem spojrzał na mnie ze współczuciem.
- Pamiętaj żeby nie panikować i przemyśl wszystko zanim coś zrobisz.
-Nie rozumiem, czemu mi to mowisz?-
Usłyszałam dźwięk podobny do alarmu przeciwpożarowego.
- Muszę iść.
- Ale...                                  
- Powodzenia.
Za chłopakiem zamknęły się drzwi. Rozejrzałam się dookoła i stwierdziłam, że jestem w moim domu.
-Mamo?
Nie usłyszałam odpowiedzi więc pomyślałam, że jest w pracy. Poszłam do kuchni i wzięłam gazetę,  na pierwszej stronie było napisane ,, Zginęła już trzecia osoba!"
Dalej przeczytałam, że osoby nie były ze sobą powiązane, zauważono jednak, że nazwisko pierwszej ofiary zaczynało się na literę A,  drugiej na B, trzrciej na C. Wszyscy byli z Trójmiasta. Przestraszona wybiegłam z domu i skierowałam się do siostry,   która miała na nazwisko Dąbrowska. Zapukałam do drzwi, nie słyszałam kroków ani odpowiedzi, nacisnęłam klamkę, drzwi nie były zamknięte.
- Ania?- Poszłam do salonu, łazienki, kuchni, a potem do pokoju dziecka, lecz niczego tam nie znalazłam.  Kiedy szłam do sypialni, zobaczyłam, że drzwi są lekko uchylone. Weszłam do pokoju. Zamarłam przerażona. Na łóżku leżała moja sześcioletnia      siostrzenica. Dookoła niej było pełno krwi, okno było otwarte, a jeszcze niedawno białe firany były przesiąknięte czerwienią jakby morderca wycierał w nie noże. Spojrzałam na dziecko. Jej niegdyś pełne radości oczy były teraz puste, a długie, lśniące, blond włosy przesiąknięte własną krwią. Z oczu pociekły mi łzy, lecz myślałam tylko o tym żeby zemścić się na mordercy, który zabił bezbronne dziecko. Wyszłam przez okno i znowu zamarłam. Moja siostra mówiła w obcym języku i śmiała się złowrogo,  stojąc nad swoim pokaleczonym mężem.
- Ania...?- Siostra zamilkła i odwróciła w moją stronę głowę, chwilę później biegła w do mnie z zakrwawionymi rękoma, rycząc na całe gardło niezrozumiałe słowa. Gdy byla już przy mnie wzięła zamach i walnęła mnie w szczękę.
-Ania proszę cię, to ja, Tamara.- mówiłam broniąc się jednocześnie przed jej ciosami. Kiedy zrozumiałam, że nic do niej nie dociera, wyjęłam nóż, który wcześniej zabrałam z kuchni i ogłuszyłam siostrę. Pobiegłam do szwagra. Blond włosy miał czerwone od ran na głowie, a jego jeden palec był prawie odcięty.
-Robert?- Spojrzał na mnie i złapał mnie zdrową ręką za moją.
- Co z Gosią?- Milczałam i odwróciłam wzrok, nie wiedząc jak powiedzieć mu, że jego corka umarła. Robert zrozumiał co oznacza moje milczenie i zapłakał. Za moimi plecami usłyszałam szmer, odwróciłam się i zobaczyłam jak moja siostra wznosi się w powietrze rozkładając ręce. Jej oczy były całe czarne, a z ust ciekła krew. Wisiała tak chwilę w powietrzu po czym opadła. Gdy leżała na ziemi podeszłam do niej by sprawdzić czy żyję,  kiedy miałam już sprawdzić puls, dziewczyna błyskawicznie podniosła rękę i złapała mnie za moją, spojrzałam w jej pełne smutku i przerażenia oczy.
-Przepraszam. - Po tych słowach Ania opadła i więcej się już nie ruszała. Zamknęłam oczy i płakałam, gdy otworzyłam je z powrotem, znowu byłam w dużym białym pomieszczeniu bez mebli, ale tym razem stała przede mną gromada dorosłych osób z kieliszkami w rękach i obgadujacym coś zawzięcie.  Jako pierwszy zauważył, że się im przyglądam niski mężczyzna w średnim wieku, uśmiechnął się jeszcze bardziej i przemówił.
- Gratuluję, właśnie zdała pani swój pierwszy egzamin.
- Egzamin?!- rozwścieczona spojrzałam na mężczyznę- Widziałam właśnie moją zamordowaną siostrzenicę, umierającego szwagra i opentaną przez demona siostrę, która potem na moich oczach umarła, a pan to nazywa egzaminem?!
-Spokojnie to była tylko symulacja. Twoja rodzina ma się dobrze.
-Symulacja?! Czy wy sobie robicie ze mnie jaja?!- coraz bardziej zła sięgnęłam po nóż ktorego niestety nie było w kieszeni.
-Powinna pani wiedzieć, że nie działo się to naprawdę, kiedy została pani tu przyprowadzona nie była pani od razu w domu tylko na tej sali.- odezwała się jakaś kobieta z tłumu.
- No tak, pewnie, bo przecież kiedy widzi się śmierć trzech osób powinno się pamiętać, że nie bylo się od razu w domu! Jak ja mogłam o tym zapomnieć?!
-Powinna pani pamiętać.- Znowu odezwał się niski mężczyzna.
- Boże! Dlaczego na tym świecie jest tyle debili?- Po tych słowach odwróciłam się i wyszłam.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 5

-Mogę się dosiąść?-zapytała mnie niska blondynka.
-Tak, pewnie.
-Jesteś nowa?- Dziewczyna ciągle się uśmiechała, więc odpowiadałam jej tym samym.
-Tak.
-Ja też. Skąd jesteś?
-Z Sopotu. A ty?
-Ze Szczeciana, a tak w ogóle to jestem Maja.
-Tamara.- Dziewczyna zaczęła mi się przyglądać.
- Masz ładne włosy. - Odruchowo wzięłam moje długie brązowe włosy w rękę.
-Dziękuję.- Usmiechnęłyśmy się do siebie i resztę zjadłyśmy w milczeniu.
                                   ***          
-Jestem Czesław Kowalski i będę was uczył walki- krzyczał wysportowany facet.- Na moich lekcjach nie ma opierdzielania się dlatego też ten kto będzie najgorszy wyleci na zbity pysk, zrozumiano? - w sali było słychać pomruki. Facet nie wyglądał na zadowolonego.                                  
-Zapytam jeszcze raz, zrozumiano?!
-Tak prze Pana!
-No to w takim razie na podłogę i dwadzieścia pompek!- Moja grupa zaczęła marudzić co chyba jednak nie było dobrym pomysłem
-Trzydzieści!- Tym razem posłuchali.
Po godzinie wyczerpujących ćwiczeń, pan Czesiu kazał nam iść do jakiejś kobiety.
-Cześć jestem Krystyna Miadziałko- mówiła miło siwowłosa.
- Zajmuję się czymś w stylu upiększania.  Wiem, że może się to wydawać zbędne, ale wampiry, wilkołaki i wiedźmy mają takie upodobania, że porywają tylko pięknych ludzi. Dlatego wy też musicie dobrze wyglądać żeby ich zwabiać, oczywiście nie chciałam nikogo urazić.-Uśmiechnęła się do nas.
-Usiądzcie, będę wywoływać was osobno. Pierwszy będzie Tomek Michalczewski.- Patrzyłam jak zdenerwowany chłopak wchodzi do jakiegoś pomieszczenia. Siedziałam sama przez parę minut, ale się znudziłam więc zawołałam Maje.
- Boisz się?- zapytała mnie dziewczyna.
-Nie wiem jeszcze.- Maja zmarszczyła brwi.
-Jak możesz nie wiedzieć?
-No, bo nie wiem czy mam czego.- Dziewczyna chwilę mi się przyglądała z zamyśleniem.
-A myślisz, że boli?
-Mam nadzieję, że nie.- westchnęłam, przyszła kolej na mnie. Spojrzałam na dziewczynę dodając jaj otuchy.
    Pani Krystyna zaprowadziła mnie do długiego, wysadzonego kafelkami pokoju z fotelem na środku i jakimiś przyrządami obok.
- Rozbieraj się.- powiedziała siwowłosa.- zdziwiłam się, ale usłuchałam.
-Stanik i majtki też- wytrzeszczyłam oczy.
- No, ale jak to?
-Szybko, całego dnia nie mam.- Już nie tak miło mówiła pani Krystyna. Posłuchałam jej zawstydzona. Kobieta podeszła do mnie z miarą i zaczęła mierzyć moje krągłości z krytycznym wzrokiem.
- Z figurą jest wszystko dobrze, teraz usiądź na fotelu. - Zrobiłam co kazała nie ubierając się.
-Twarz można trochę zmienić...- Myślała głośno. - rozjaśnie oczy żeby były złote, usta są dobre, cera idealna, ale trzeba skrócić czoło.- Poderwałam się z fotela.                    
-Jak to skrócić czoło?!
- Spokojnie tylko o centumetr lub dwa. Proszę usiąść.- Znowu była miła. Tym razem widziałam, że jest to wymuszone.
-Nie dopóki mi pani nie wytłumaczy jak chce to zrobić!- Kobieta już nie udawała miłej.    
-Uspokuj się! To tylko mikstura...
- Nie będę nic od pani piła. - Siwowłosa zaczęła się uspokajać licząc do dziesięciu.
- Dobrze, zostawimy czoło w spokoju,  ale usiądź dziewczyno!
- Nie pozwoliłam PANI się do mnie zwracać na ty!
- Będą z tobą same problemy. Siadaj!- Nienawidziłam tej baby i obiecałam sobie, że kiedyś się na niej zemszcze za brak szacunku. Usiadłam, a kobieta kontynuowała rozmyślania.
-Trzeba ci jeszcze usunąć niepotrzebne wloski na brwiach i zęby wybielić, nos ujdzie.
Siwowłosa zaczęła przygotowywać przyrządy. Wzięła igłę, zbliżyła dłoń do mojej twarzy i poczułam ukłucie na oku z drugim zrobiła to samo, potem kazała mi otworzyć buzię i wybieliła zęby, z brwiami nic nie czułam bo powiedziała, że czymś mi posmaruje niepotrzebne włoski i już nie urosną. Gdy skończyła, zabrała mi ubrania i kazała iść nago do kolejnego pokoju.
-A co tam jest?
-Garderoba. Ubiorą cię tam. - Spojrzałam na nią podejrzliwie.
Weszłam do małego pomieszczenia wypełnionego ubraniami. Na przeciwko mnie stała kobieta i mężczyzna przyjrzeli się mi i zaczęli dyskutować, gdy skończyli się namawiać dali mi getry, sweter i sportowe buty, naprawdę nie wiem czemu tak długo się zastanawiali. Kiedy skończyli wygonili mnie do nastepnego pokoju gdzie czekał Nikodem.
- Czemu tu stoisz? - Chłopak się odwrócił i wytrzeszczył oczy.
- Co ci się stało z okiem?- bałam się, co jeśli ten babsztyl zrobił mi coś strasznego?!
- Daj mi lusterko.
- A skąd ja mam ci je wytrzasnąć?
- Przynieś mi!
-Dobra, dobra, tylko spokojnie. Chodź.


Wiem, że to trochę dziwne dopiero w 5 rozdziale pisać charakterystykę głównej postaci, ale jakoś tak dopiero reraz mi pasowało ;p

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 4

-Tamara.- otworzyłam oczy.
-Co?
-Jesteśmy na miejscu.- rozejrzałam się dookoła, znów byliśmy przed małym sklepem, tylko że tym razem w tle były góry.
-Idziesz? Czy masz zamiar siedzieć tu cały dzień?- wygramoliłam się z folteli samochodu, a potem poszłam do sklepu. Nikodem pokazał sprzedawcy ten dziwny gest ręką i zjechaliśmy na dół.                      
-Gdzie idziemy?- Nikodem nie zwrócił na mnie uwagi. Podeszliśmy do białych drzwi,  Zbieracz je otworzył. Za nimi znajdował się gabinet. Przy biurku siedział gruby mężczyzna po czterdziestce,  spojrzał na nas i wskazał ręką na krzesła.
- No więc?- Nikodem wyglądał na zdenerwowanego.
-To jest Tamara. No i...
-Zabiłam swojego sąsiada.- Mężczyzna spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Jak to się stało?- opowiedziałam grubasowi moją historie, a on wydawał sie coraz bardziej zaciekawiony, gdy skończyłam mężczyzna przez chwilę nic nie mówił.
- Doskonała robota Nikodem. Możesz odejść.  -Z chłopaka opadło całe napięcie.
-A co ze mną?- Nikodem wzruszył ramionami i wyszedł.  Gdy drzwi się za nim zamknęły odezwał sie mężczyzna.
-Jestem szefem O.R.O.S.P.- Spojrzałam na niego pytająco.
-Ach, Nikodem ci nie powiedzial. To skrót. Organizacja rządowa od spraw paranormalnych. - Grubas się uśmiechnął.
- Mam do ciebie parę pytań.
- Jakich?
-Ile masz lat? Czy uczyłaś się jakichś sztuk walki?
-Mam 15 lat i nie, nie uczyłam się.
-A jakie miałaś stopnie z w-fu?
- No.. zazwyczaj miałam 5 ale przez ostatnie dwa lata się opuściłam i miałam 3 albo 4...
- To jak w takim razie zabiłaś tego faceta gołymi rękami?- Grubas wyglądał na zaskoczonego.
- Wiesz jak rzadko rekrutujemy kogoś tak uzdolnionego?! - Byłam zaskoczona i rozgniewana.
- Według pana to jest coś wartego uznania?! Ja zabiłam!  Czy to ważne jak?!- Oczy łzawiły mi z gniewu.
-Proszę się uspokoić pani Labryn.- Gdy trochę ochłonęłam spojrzałam znowu na grubasa.
- Co miał pan na myśli mówiąc uzdolnionego?      
- Nie często się przydarzy, że rekrutujemy kogoś kto zabił, rzadko się to zdarza w pani wieku, ale jeśli już ktoś taki się znajdzie, zwykle nie morduje gołymi rękami i nie ma czystych intencji. Dlatego jest pani wyjątkowa. Gdybyś miała wybór to byś nie zabiła swojego sasiada- przerwał na chwilę- ale gdybyś miała jeszcze raz to zrobić i wiedziała byś, że jest on zły...?- nie dokończył zdania, a ja wiedziałam, że czeka aż ja to zrobię.
- zabiła bym go jeszcze raz.- Mężczyzna znowu się uśmiechnął.
- Brawo. Możesz odejść. Za drzwiami czeka na ciebie Potengowany z twojej grupy, wszystko ci wytłumaczy. Gdy wyszłam ujrzałam wysoką blondynkę ze złotymi oczami, spojrzała na mnie ze znużeniem.
- Jestem Natalia, a ty jesteś...?
- Tamara.
- Okej Tamara, jesteś rekrutem jak zapewne już wiesz, ja też nim jestem tylko potengowanym czyli szefem grupy. Grupa to coś w rodzaju klasy tylko, że tu uczymy się walczyć z wampirami, demonami, wilkołakami i innymi- mówiła to tak jakby to co powiedziała było jak najbardziej
normalne- W grupie pierwszej są ludzie w wieku 15 lat, w drugiej 16, w trzeciej 17, a w czwartej 18. Nauka trwa cztery lata. Rekrutuje się w  czerwcu, no i jeszcze wszystkie grupy śpią w jednej sypialni, ale spokojnie, łazienki są osobno dla dziewczyn i chłopaków.- Weszłyśmy do dużej sali z rozstawionymi w rzędach łóżkami i komodami.
- Natalia?                                      
-Hmm?
-Ile osób jest w jednej grupie?
- około 10.- odpowiedziała nie patrząc na mnie.                                          
- Jeszcze zapomniałam powiedzieć, że pierwszy śpi obok swojego zbieracza.
- Pierwszy?
- No wiesz, w pierwszej grupie są pierwsi,  w drugiej drudzy i tak dalej, rozumiesz?- pomachałam głową i chwilę potem zmarszczyłam brwi.
- Dlaczego śpimy obok naszych zbieraczy?-Natalia wyglądała na zirytowaną.
-Och, zawsze te same pytania...- mówiła jakby do siebie- taka jest tradycja i tyle. No i jeszcze chciałam zapytać czemu cie wybrali?- spojrzała na mnie z takim samym zaciekawieniem jak grubas w gabinecie.
-Zabiłam swojego sąsiada.
-Czemu?
-Bo mnie zgwałcił- zdziwiło mnie,  że nie załamał mi się głos.
-A jak zabiłaś?
-Pobiłam go.- Natalia wytrzeszczyła oczy.
-Będziesz miała ciężko. Wszyscy będą od ciebie więcej wymagać.- Spojrzała na mnie ze współczuciem.
-Chodź, zaprowadzę cie do twojego łóżka.

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 3

Kiedy byliśmy już w stolicy Zbieracz zaprowadził mnie do małego sklepu na uboczu. W środku było przytulnie, na wieszakach wisiało mało ubrań. Sierżant schował kciuk, zagiął do połowy palec wskazujący i mały, sprzedawczyni skinęła głową, zaprowadziła nas do drzwi na tyłach sklepu, a potem odeszła, Zbieracz je otworzył . Szliśmy paręnaście metrów, skręciliśmy w prawo i... stanęłam, spojrzałam zdziwiona na sierżanta,  ale on wyglądał jakby winda w środku małego sklepiku była czymś normalnym.
- Co tu robi...?
-Winda? Teraz stoi, a za chwilę będzie zjeżdżać w dół.- posłałam mu piorunujące spojrzenie.
-Wiem do czego służy, ale czemu jest tutaj?
-Chyba nie myślałaś, że pójdziemy do jakiegoś budynku z wielkim napisem ,, Tajna organizacja rządowa od spraw paranormalnych''?                  
-Nie, ale spodziewałam się czegoś... innego.   -Czego?  
- No, nie wiem,  na pewno nie tego.
Zbieracz przewrócił oczami i wszedł do windy. Kiedy zjechaliśmy, sierżant podszedł do recepcji.
-Są jakieś samochody bez przyciemnianych szyb?- recepcjonistka spojrzała na niego zaskoczona.
-Tak są.
- Można pożyczyć?
-A pan jest.?
-Nikodem Kracki. Jestem jeszcze Rekrutem, wysłano mnie na próbę.
-Dobrze, zaraz przyniosę kluczyki. Umie pan prowadzić?- Nikodem skinął głową . Dziewczyna wyszła.
- Więc tak masz na imię.
-Tak.- Nastała krępująca cisza.  Na szczęście weszła recepcjonistka i podała Nikodemowi kluczyki.
-Tamtymi drzwiami i w lewo.
-A jaki samochód?
-Białe audi A5.
                                       ***
-Gdzie jedziemy? Nie jesteśmy już na miejscu?
-Gdybyś wsiadła do tamtego samochodu, to pewnie byśmy już byli w górach.- powiedział to takim tonem, że musiałam się zacząć kłócić.
- O przepraszam, bo to przecież moja wina, że sąsiad który mnie zgwałcił miał ciemne szyby i teraz się boję tak?                  
-Trzeba było nie wsiadać.
- Naprawdę? Dziękuję za radę.-Nikodem posłał mi mordercze spojrzenie i reszte drogi przejechaliśmy w milczeniu.

Rozdział 2

Na dworze było zimno, padał deszcz. Od zeszłego tygodnia kocham deszcz. Ładna pogoda kojarzy mi się ze śmiercią, tak samo jak samochody z ciemnymi szybami. To przez sąsiada.                
-Nie wejde do tego samochodu.
-No proszę cie, nic ci się w nim nie stanie.
-Wiem.
-No to dlaczego nie wejdziesz?
-Bo nie.
Sierżant czy jak mu tam spojrzał na mnie błagalnie.
-To jak chcesz się tam niby dostać, co?  
-Taksówką.- zbieracz poszedł za mną.  Muszę się go kiedyś zapytać jak ma na imię,  ale nie teraz. Narazie będę na niego mówić zbieracz.
- Jak długo będę "tam"?
- Do 60 roku życia.- zatrzymałam się w pół kroku i spojrzałam z niedowierzeniem na zbieracza.  
-Kłamiesz. Sierżant uśmiechnął się błyskając zębami. 
-Oczywiście, że żartuje ''tam" jest się do 45 roku życia-po czym ciszej dodał- o ile tylu dożyjesz...
-Jak to dożyjesz?!- mam nadzieję, że w moim głosie słychać było oskarżenie.
-No.. przecież mówiłem,  to jest tajna organizacja rządowa od spraw paranormalnych...-Zbieracz wydawał się zmieszany. 
-Chyba nie sądziłeś, że w to uwierzę?
-To dlaczego się zgodziłaś ze mną jechać?  
- A miałam jakiś lepszy wybór?- obok nas zatrzymała się taksówka. 
-Gdzie jechać?- jednocześnie z taksówkarzem spojrzeliśmy na Zbieracza.
-Do Warszawy.

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 1


-Ile masz lat?- Zaskoczona takim pytaniem spojrzałam na sierżanta.
-15. Dlaczego pan pyta?
-ciekawe...- zamyślił się sierżant, ignorując moje pytanie.
-co według pana jest takie ciekawe?
-Co?
-Co. Jest. Takie. Ciekawe. Przeliterować czy już pan zrozumiał?- Sierżant posłał mi piorunujące spojrzenie.
-Jesteś w idealnym wieku...
-Żeby zabijać sąsiadów?  Nabija się pan ze mnie?!- Uśmiechnął się do mnie. 
-później ci powiem. - I wyszedł.
                             ***       
Nienawidze tego pokoju do którego mnie przyprowadzili. Nienawidze tego jedzenia. Nienawidze całego świata.  Mogłam zostawic sąsiada tylko      nieprzytomnego, wtedy bym przynajmniej była w domu. -dzień dobry- przywitał się sierżant.
-Nie taki dobry- odparlam jak codzień od tygodnia.
-Jesteś pewna? Dziś ci powiem.
-Mam się cieszyć?
-Fajnie by było.
-Jeej.-odparlam bez śladu radości. -może być?-Sierżant tylko przewrócił oczami.
-Niech ci będzie.
-No więc..?
-Co?
-Jajko- zaczynałam się irytować- Co chciał mi pan powiedzieć?
-A, no tak- mówił pocierając kark.- Jesteś w idealnym wieku, żeby zacząć się szkolić do tajnej organizacji rządowej zajmującej się sprawami paranormalnymi -zastanawiałam się kiedy powie, że to żart, ale on czekał tylko na moją reakcje.
-Pan żartuje.
-No właśnie o to chodzi, że nie.  Jestem Zbieraczem. To znaczy też jestem z tej organizacji, rekrutuje osoby w twoim wieku, które sie czymś wyróżniły. Myślałaś, że osiemnasto latek może mieć taki wysoki stopień?- siedziałam z otwartymi ustami i się na niego patrzyłam.
-Masz 18 lat?- tym razem on otworzył usta.  
-Ja ci przekazuje najbardziej strzeżone informacje w europie, co tam w europie, na świecie! A ty się dziwisz, że mam 18 lat?-       wpatrywaliśmy się w siebie z niedowierzeniem, po jakimś czasie się odezwałam .
- A wyjdę stąd jak się nie zgodzę? 
-Obawiam się, że nie.
- No to w takim razie idę z tobą.- Rozpromienił się.
-Naprawdę?
-Nie, na niby. To kiedy idziemy?

środa, 3 czerwca 2015

Prolog

                        
      W ustach mam metaliczny posmak krwi. Krew jest wszędzie. Na moich ubraniach, włosach, rękach. Nie przejmuję się tym. Martwi mnie to co czuję. Nie to co powinnam czyli przerażenie,  strach, smutek.  Nie, ja czuję ulgę. Drżącymi rękoma wyciągam mój telefon.
-Komisariat policji w Sopocie, co się stało?- 
- Za za zabiłam. Zaczęłam mowic z przerażeniem 
- Kim pani jest i gdzie się znajduje?
- Ta Tamara. Je jestem przy plaży.
-Niech pani się stamtąd nie rusza, zaraz będziemy.- Czułam każdą przemijającą sekunde. Myślałam, że stoję nad nieruchomym ciałem mężczyzny całe wieki. 
        Czas zaczął przyspieszać. Policjanci wpakowali mnie do radiowozu, mężczyznę włożyli w worek na zwloki. Chwilę później byłam już na komisariacie.     
                              ***
-Co tam się stalo?- pytał mnie sierżant od paru minut, ale ja tego nie słyszałam, wszystko działo się jakby w innym pokoju.
-Po co do nas dzwoniłaś skoro teraz milczysz? I tak wiemy, że to ty więc nic ci to nie da.- spojrzałam mu prosto w oczy jakbym znów byla tam gdzie powinnam.  
-Szłam ze szkoły, obok mnie zatrzymał się samochód. To był mój sąsiad.  Zapytał się czy mnie podwieść. Pomyślałam czemu nie? Znałam go nie od dziś. Wsiadłam do samochodu. Powiedział żebym usiadła z tyłu, że nie bedzie mnie tam tak mocno razić słońce. Miał ciemne szyby. Usiadłam.  Mineliśmy mój dom. Powiedziałam, to już tu, on odparł, że chce mi cos pokazać. Zaczęłam być podejrzliwa, ale wciaz myślałam głupio, może on faktycznie chce żebym tylko coś zobaczyła. Przyjechaliśmy pod plaże w miejsce gdzie rzadko kto się zapuszcza. Powiedział żebym wysiadła. Zrobiłam to. Gdy tylko postawiłam stopy na ziemi, podszedł do mnie i zaczął mnie dotykać. Rzucił mną o ziemię i  zdjął spodnie.  O on mnie zgwałcił.-Głos mi się załamał, więc chwilę odczekałam- Gdy myślał, że nic nie zrobię, wstałam. Spojrzał na mnie z uśmiechem zapytał się czy chce jeszcze raz? Nie wytrzymałam i kopnęłam go w krocze  gdy wstawal zrobilam to samo, dwa razy. Leżał. Z bólu łzawiły mu oczy, zaczęłam okładać go pięściami po twarzy. Z nosa i ust lała mu się krew. Patrzył się na mnie przerażony, a ja biłam go dalej. Nie zauważyłam kiedy stracił przytomność, byłam jak w transie. Chciałam żeby czuł to samo przerażenie co ja. Kiedy wstałam cała byłam od jego krwi, miałam ją nawet w ustach. Spojrzałam na niego i dopiero wtedy zobaczyłam, że on nie oddycha.- Zrobiłam pauze i znowu spojrzałam na sierżanta. - Wie pan co było najstraszniejsze?- Sierżant powoli pokręcił głową.
-Że czułam ulgę.
         Obudziłam się z krzykiem cała spocona. Biorąc głębokie oddechy spojrzałam na moich współlokatorów czy nikogo nie obudziłam.  Oczywiście obudził się Nikodem.
- znowu ten sen?- pomachałam głową bojąc sie własnego głosu.
-To stało się dawno nie bój się.  Idź spać.- Tylko, że nie mogłam, bo przed oczami ciągle miałam wyraz przerażonej twarzy mojego sąsiada.